Czwartek, 11 czerwca 2026
Imieniny: Barnaba, Feliks, Radomił

Glejt Władysława IV i rzemiosła Grünbergu: od cechów do powrotu archiwaliów

Fot.Andrzej Tomasik /„Na co dla lepszcy wiary ręką się Naszą podpisawszy pieczęć koronną przycisnąć rozkazaliśmy” – zakończył dokument z 1641 r. przygotowany dla władz i kupców z naszego miasta król Władysław IV Waza

Na pergaminie, piórem gęsim, z okazałą, złocistą intytulacją, Władysław IV udzielił zielonogórskim kupcom prawa do handlu bez ceł z Rzeczpospolitą. Mimo że oficjalne pisma funkcjonowały wtedy po łacinie, a mieszkańcy po niemiecku, akt z odręcznym podpisem i królewską pieczęcią sporządzono w języku polskim, a król w dokumencie systematycznie użył formy Zielona Góra.

Nastoletni Johannes Beer, syn Dauid i Maria z domu Schultz, otrzymał w 1650 r. od burmistrza i rajców miasta Grünberg świadectwo prawego urodzenia oraz przynależności do narodowości niemieckiej, co uprawniało go do rozpoczęcia czeladnictwa.

Kandydat musiał najpierw zyskać przychylność mistrzów i pozostałych adeptów zawodu, co odbywało się poprzez ufundowanie hucznej uczty. Dopiero po uiszczeniu opłat statutowych następowało przyjęcie w poczet czeladników.

Okres nauki trwał zwykle cztery-pięć lat, a jego zwieńczeniem był egzamin praktyczny. W ramach tej próby młody rzemieślnik sporządzał tzw. majstersztyk, oceniany krytycznie przez wszystkich członków cechu; pozytywna ocena dawała mu prawo do otrzymania tytułu mistrza.

Przed rozpoczęciem samodzielnej działalności przyszły mistrz odbywał jeszcze wędrówkę czeladniczą trwającą przynajmniej kilka miesięcy, a niekiedy kilka lat. Wędrując z tobołkiem i podręcznym wyposażeniem, zdobywał doświadczenie u mistrzów w innych ośrodkach, testował się w odmiennej praktyce i poznawał nowe rozwiązania, które mógł następnie wprowadzić na lokalny rynek.

Świadectwo prawego urodzenia nie precyzuje jednak, którego rzemiosła uczył się Johannes Beer. Najbardziej prawdopodobne wydaje się sukiennictwo lub zawód powiązany z przemysłem włókienniczym, choć równie realne jest, że kształcił się na rzeźnika albo szewca.

– Zachowane z tamtych czasów rejestry pokazują, który cech odprowadzał najwyższe podatki. Widzimy konkretnie kwoty odprowadzane zarówno od nieruchomości, jak i od produkcji przedstawicieli wszystkich cechów, wymienianych z imienia i nazwiska. Na podstawie materiałów archiwalnych historycy wyciągnęli wnioski, że w XVII-wiecznym Grünbergu prym wiedli sukiennicy – mówi Beata Grelewicz, dyrektor Archiwum Państwowego w Zielonej Górze.

Miasto zatem zasłynęło z wyrabiania i obróbki sukna; cesarz Leopold I wystawił nawet potwierdzenie dla cechu postrzygaczy sukna. Znaczącą i zamożną grupę stanowili rzeźnicy, którzy płacili relatywnie wysokie podatki i zasiadali w radzie miejskiej, co świadczyło o ich wpływach.

W Grünbergu funkcjonowało wielkie spektrum fachów: szewcy, piekarze, krawcy, kuśnierze, kowale i ślusarze, tkacze lniani, farbiarze, szklarze, introligatorzy, garncarze, kołodzieje, kapelusznicy, stolarze, czesacze sukna, bednarze, mydlarze, golarze i inne. Łącznie kilkadziesiąt cechów w mieście, które mogło liczyć zaledwie kilka tysięcy mieszkańców. Ciekawostką jest brak złotnika w tej liście.

Brak na liście winiarzy i browarników zasługuje na uwagę; Beata Grelewicz wyjaśnia, że warzenie piwa i wyrób wina wówczas były powszechne, lecz traktowane jako działalność dodatkowa, dlatego w omawianym okresie nie tworzyły odrębnych cechów zajmujących się wyłącznie produkcją alkoholu.

Dla sukienników wolny handel z Rzeczpospolitą miał zasadnicze znaczenie. Kilka lat wcześniej, jeszcze zanim Johannes Beer został czeladnikiem, sytuacja handlu zielonogórskich rzemieślników była utrudniona: Grünberg należał wtedy do Księstwa Głogowskiego będącego pod panowaniem Habsburgów. Rzeczpospolita, chroniąc własne rynki, nakładała cła, a urzędnicy z przygranicznych polskich miejscowości niekiedy konfiskowali towary kupców z Grünbergu; producenci poskarżyli się bezpośrednio Władysławowi IV Waza – w historii porównanie do praktyk Donalda Trumpa też się pojawiało.

Król po rozpatrzeniu skarg uznał ich zasadność i w 1641 r. wystawił glejt zezwalający na wolny handel między dawną Zieloną Górą a Rzeczpospolitą.

Beata Grelewicz zwraca uwagę na istotę dokumentu dla lokalnej gospodarki: po pierwsze, chronił miejscową produkcję i handel, umożliwiając bezcłowe rozszerzanie rynków zbytu; po drugie, była to sytuacja, gdy władca Polski stanął w obronie kupców nienależących do jego królestwa, lecz do Habsburgów. „Tymczasem w tym dokumencie król dokładnie występuje przeciwko nieprawnemu konfiskowaniu towarów kupcom z miasta Zielona Góra w Księstwie Głogowskim przez urzędników polskich pobierających cła i myta.”

Choć urzędowo panowała łacina, a skarżący się kupcy mieli język niemiecki, królewscy kanclerze sporządzili reprezentacyjny akt po polsku ze zdobną, złoconą intytulacją i przetłumaczyli nazwę miasta na Zielona Góra. Zamiar nie był lekceważący wobec adresatów, lecz praktyczny: zapis w języku polskim dawał jasne i jednoznaczne upoważnienie dla wszelkich polskich urzędników.

List Władysława IV Wazy zachował się w doskonałym stanie i jest jedną z najcenniejszych pamiątek w zbiorach Archiwum Państwowego w Zielonej Górze.

Losy dokumentu również zaskakują. W XVIII w. Grünberg oraz duża część historycznego Śląska przeszły pod panowanie Królestwa Prus. Archiwa miejskie podlegały wówczas Staatsarchiv Breslau, czyli Archiwum Państwowemu we Wrocławiu; jego archiwiści kontrolowali warunki przechowywania i przekazali najcenniejsze zbiory w depozyt do Staatsarchiv.

W styczniu 1945 r., gdy front II wojny światowej zbliżał się do Breslau, Niemcy wywiozły najstarsze i najcenniejsze dokumenty ze zbiorów, ukrywając je w górach Harzu, wśród nich znalazło się 59 zielonogórskich materiałów, aby ochronić je przed zniszczeniem.

W 1980 r. zbiory wróciły do Wrocławia, a w 2017 r. Naczelny Dyrektor Archiwów Państwowych wyraził zgodę, by list królewski wraz z 40 innymi dokumentami zielonogórskimi zostały przekazane z powrotem do miasta i pozostały pod opieką Archiwum Państwowego w Zielonej Górze, które powstało w 1953 r.

Fot.Andrzej Tomasik /Świadectwo (z 1650 r.) prawego urodzenia Johannesa Beera, podstawa przyjęcia do grona czeladników w mieście Grünberg

Fot.Andrzej Tomasik /– Czeladnik oprócz powinności zawodowych musiał dbać o porządek w kościele, uczestniczyć w pogrzebach członków cechu i rodzin, a także moralnie się prowadzić. Co dla nas dzisiaj jest już zupełnym kosmosem, musiał też przedstawić tzw. świadectwo prawego urodzenia, czyli udowodnić w oparciu zeznania świadków, że pochodzi z prawego łoża – mówi Beata Grelewicz, dyrektor Archiwum Państwowego w Zielonej Górze

Fot.Andrzej Tomasik / Cesarz Leopold I wystawił certyfikat dla cechu postrzygaczy sukna z miasta Grünberg

Andrzej Tomasik

Źródło: zobacz oryginał
Udostępnij:
AJ

Anna Jurewicz

Pisze o kulturze i ludziach Zielonej Góry; szuka historii, które budują wspólnotę i pokazują lokalną tożsamość.

Więcej artykułów →

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!