Zielona Góra w cieniu Gienuży – jak przybysz z Kresów stawał się zielonogórzaninem
Pół wieku – tyle czasu Mieczysław Ostrowski mieszka w Zielonej Górze. A jednak jego książki wciąż krążą wokół Wopławek, Czernik i Gienuży, czyli miejsc oddalonych o setki kilometrów. Dlaczego ktoś, kto przez dekady współtworzył lokalną kulturę, wciąż pisze o ziemi rodzinnej? Odpowiedź tkwi w historii przesiedleń, asymilacji i sile pamięci.
Miasto, które musiało poczekać
Mieczysław Ostrowski trafił do Zielonej Góry w latach siedemdziesiątych XX wieku. Przyjechał z Gdańska, gdzie studiował, ale jego prawdziwym domem były Mazury – Kętrzyn i wieś Wopławki. Decyzja o przeprowadzce na ziemię lubuską była podyktowana pragmatyzmem: w Wyższej Szkole Pedagogicznej szukano kadr na rusycystykę. Złapał się na ten pociąg, jak sam mówi. Jednak adaptacja do nowego otoczenia nie przyszła łatwo.
Zielona Góra tamtej epoki – lata 70., dekada Gierka – różniła się od Trójmiasta przepaścią. W niczym nie przypominała wielkomiejskiej dynamiki. Tu panowała cisza, brak gwaru, nikt nie szalał na punkcie mody.
Ostrowski wspomina, że przyzwyczajał się do miasta w żółwim tempie. Dziś codzienność małych i wielkich miast jest unifikowana przez postęp i technologię, ale wówczas odczuwał to jako przepaść.Wciąż powracały sny: wiejska droga z Wopławek do Czernik i kętrzyńskie liceum, moje okno na świat. Nie opadały mazurskie emocje, a emocje to istny ocean.
Mieczysław Ostrowski, pisarz i wydawca
Gienuża – cztery pokolenia na jednej ziemi
Rodzinny majątek Ostrowskich to Gienuża, dziś północno-wschodnia Białoruś, przed wojną województwo wileńskie. Wieś w powiecie brasławskim, najbardziej wysuniętym na północny wschód powiecie II Rzeczypospolitej. Historia zaczyna się około 1840 roku, gdy prapradziadek Ostrowski – imienia nieznanego – kupił 60 hektarów ziemi z zasobów carskiej Rosji od Rosjanina Szałkowskiego, który unikał 25-letniej służby wojskowej. Potem majątek przeszedł na syna Klemensa, który żył tylko 33 lata, a następnie na dziadka Mieczysława – również Klemensa.
Dziadek Klemens to postać fascynująca i dramatyczna. Był wyjątkowo uzdolnionym rolnikiem, cieślą, stolarzem, pszczelarzem, grał na skrzypcach i sam je budował. Miał nawet certyfikowany zakład fotograficzny w nieodległych Widzach – zezwolenie z 1914 roku od gubernatora w Kownie. Mimo represji sowieckich po II wojnie światowej, nie chciał opuścić ziemi. Łudził się, że przechytrzy system. Aresztowany, dostał wyrok 10 lat więzienia. Wrócił w 1956 roku, ale majątek przepadł. Został mu tylko mały płachetek do uprawy na wegetację. Z ośmiorga dzieci, dwoje najstarszych – w tym ojciec Mieczysława – poszło do partyzantki AK. Ojciec po internowaniu spędził dwa lata w obozie pracy w Kałudze pod Moskwą. Jego brat – dziesięć lat w obozie zaostrzonego rygoru w Krasnojarskim Kraju. Jedna z sióstr – dziesięć lat w łagrze pod Murmańskiem. Pozostała piątka została z rodzicami na zawsze po drugiej stronie granicy.
Wydawniczy trop Grünbergu i rodzinna saga
Mieczysław Ostrowski przez kilkanaście lat prowadził oficynę Verbum i Księgarnię Uniwersytecką na Uniwersytecie Zielonogórskim. Jedną z pierwszych książek, które wydał, był tom poświęcony niemieckiej historii Zielonej Góry. W PRL mówiło się o tym źle albo wcale, ale w niepodległej Polsce bez cenzury można było sięgnąć po życiorysy dawnych Grünberczyków. Dziś, w 2026 roku, Ostrowski sam pisze – wiersze i eseje rodzinne. Zajmuje się genealogią, bo – jak mówi – wewnętrzna powinność każe uporządkować historię rodziny.
Kolega z liceum, prof. Ryszard Szadziewski, entomolog, napisał własną sagę rodzinną i przekonał go: nikt tego za ciebie nie zrobi. Gadane informacje umykają. Teraz Ostrowski szuka śladów w wileńskich archiwach, licząc na odnalezienie imienia prapradziadka.To działa podobnie jak na zjazdach klasowych. Nagle zaczęliśmy przeczesywać młodość. Pytać, skąd przyszliśmy, co się działo na naszej ulicy, co z rodzicami. Szczegóły nabierają nowych znaczeń.
Mieczysław Ostrowski, pisarz i wydawca
Dla Zielonej Góry historia Ostrowskiego jest zwierciadłem losów tysięcy jej mieszkańców. Miasto po 1945 roku zamieszkali przesiedleńcy z Kresów Wschodnich, Mazur, Wileńszczyzny – podobnie jak rodzina Ostrowskich. Proces asymilacji był trudny, ale z czasem przybysze wrośli w nową ziemię. Dziś Zielona Góra to wielokulturowa mozaika, której korzenie sięgają właśnie takich osobistych opowieści. Dlatego ta historia ma znaczenie lokalne: pokazuje, skąd bierze się tożsamość miasta i jego mieszkańców.
Co dalej? Mieczysław Ostrowski planuje kontynuować poszukiwania archiwalne w Wilnie. Jego książki rodzinne to nie tylko prywatny zapis, ale też przyczynek do zrozumienia, jak wielka historia odbija się w małych biografiach. A Zielona Góra, choć nie pojawia się w tytułach jego książek, od pół wieku jest już jego domem – choć jak sam przyznaje, emocje wciąż płyną z mazurskiego oceanu.
Źródło: wywiad z Mieczysławem Ostrowskim, zielonogórskim wydawcą i pisarzem.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!