Zastal wrócił na podium: srebro po 7 meczach i sezon, który porwał Zieloną Górę
To miała być długa droga „krok po kroku”, a zamieniła się w jeden sezon napisany na najwyższych obrotach. Zielona Góra zakończyła rozgrywki Orlen Basket Liga jako wicemistrzowie Polski 2025/2026, a finał z Legią rozciągnął się do granic – aż do 21 czerwca i siódmego meczu. Zastal wrócił na medal po pięcioletniej przerwie, a hala CRS jeszcze raz pokazała, że potrafi nieść drużynę jak mało które miejsce w kraju.
W tle jest historia odbudowy, której początek wcale nie wyglądał jak marsz po podium. W dwóch wcześniejszych sezonach zielonogórzanie momentami ratowali ligowy byt w dramatycznych okolicznościach – zarówno sportowo, jak i organizacyjnie. Dziś ta walka o przetrwanie stała się fundamentem sukcesu, bo to wtedy zaczęły wracać trybuny: nie przy serii zwycięstw, ale w momencie, gdy realne stało się widmo degradacji.
Architekt powrotu: Arkadiusz Miłoszewski i duet z Andrzejem Mazurczakiem
Najmocniejszym symbolem sezonu jest postać trenera Zastalu. Arkadiusz Miłoszewski wrócił do Zielonej Góry ze Szczecina i zrealizował trzyletni plan stopniowego powrotu na szczyt w… jeden sezon. Razem z nim do klubu trafił jego boiskowy lider Andrzej Mazurczak. Ich współpraca już wcześniej przynosiła finały: dwa z Kingiem (złoto i srebro), a teraz kolejny – tym razem z Zastalem.
Po szóstym meczu finałowym kibice skandowali imię i nazwisko szkoleniowca, a emocje były widoczne gołym okiem. Także Mazurczak – kapitan, dyrygent i generał zespołu – przypomniał, jaką rolę potrafi odegrać w kluczowych momentach. Wrócił do Zielonej Góry po poważnej kontuzji, a dziś trudno wyobrazić sobie drużynę bez „Andrzeja z Chicago”. Po finałach zapowiedział, że chce więcej, bo – jak podkreślił – Zielona Góra na to zasługuje.
„Kto wygrał serię?”
Andy Mazurczak
Finały z Legią: 7 meczów, 1,7 sekundy i rzut, który zostanie na lata
Rywalem w walce o złoto była Legia – triumfator sezonu zasadniczego, klub zbudowany za znacznie większe pieniądze i z jasno postawionym celem obrony tytułu. Organizacyjnie silna, z ambicją zaistnienia w Europie, choć w tym sezonie tego ostatniego nie udało się zrealizować.
Decydujące starcie przeszło do historii jako najdłuższe finały w dziejach zielonogórskiej koszykówki. Zastal nigdy wcześniej nie musiał grać siódmego meczu finałów o mistrzostwo Polski – aż do 21 czerwca. Eksperci w stolicy spodziewali się szybkiej serii, a tymczasem walka trwała prawie dwa tygodnie.
Kluczowy obrazek tych finałów to końcówka meczu numer sześć. Zastal miał 1,7 sek. na odpowiedź i właśnie wtedy Conley Garrison trafił za trzy, doprowadzając do wyrównania w serii na 3-3. W hali CRS wybuchła euforia, jakiej – jak wspominają kibice – mogło nie być nigdy wcześniej. Po „trójce” Amerykanina trybuny oszalały, a wspólne śpiewy z drużyną trwały kilkanaście minut.
Medal, jubileusz i liczby, które opisują sezon
Wicemistrzostwo ma konkretny ciężar w klubowej historii: to dziewiąty medal w gablocie Zastalu i trzeci srebrny. Wcześniejsze finałowe porażki pamiętają starsi kibice: 12 lat temu z Turowem Zgorzelec oraz pięć lat temu w „bańce” ze Stalą Ostrów. Tamte serie kończyły się w sześciu spotkaniach, a poczucie niedosytu – jak zgodnie podkreślano – było większe niż teraz.
Na wyjątkowy wymiar sezonu nałożył się także jubileusz: w tym roku zielonogórska koszykówka świętuje 80-lecie istnienia. Przed startem rozgrywek celem były play-offy, a nie medal. Tymczasem drużyna wytrzymała presję i intensywność, bo sezon trwał dokładnie 261 dni: od pierwszego ligowego meczu – przegranego po dogrywce w hali CRS z Górnikiem Wałbrzych – do ostatniego, siódmego finałowego spotkania z Legią. W tym czasie Zastal rozegrał 48 spotkań, licząc również Puchar Polski.
| Sezon Zastalu 2025/2026 – wybrane fakty | Wartość |
|---|---|
| Data siódmego meczu finału | 21 czerwca |
| Długość sezonu (od 1. meczu do finału) | 261 dni |
| Liczba spotkań (liga + Puchar Polski) | 48 |
| Medal w historii klubu | 9. |
| Srebro w historii klubu | 3. |
„Drudzy” w Pucharze Polski i lidze. Droga do finału
Zastal rzeczywiście „polubił się” z drugim miejscem. W lutym drużyna była druga w Pucharze Polski w Sosnowcu, przegrywając z Energą Treflem Sopot. Druga lokata przyszła też na koniec całych rozgrywek po siódmym meczu z Legią. Mimo smutku po obu porażkach, w zespole i na trybunach dość szybko pojawiły się uśmiechy – bo droga do finału była pokazem siły.
W turnieju pucharowym zielonogórzanie wyeliminowali kolejno Kinga i Śląska. W play-offach ponownie pokonali Szczecinian, a następnie Arkę Gdynia. To był marsz drużyny, która odnalazła tożsamość: po niemal każdym spotkaniu zawodnicy zostawali dla kibiców – po autografy, zdjęcia, a czasem po drobne gesty pamiętane długo po ostatnim gwizdku.
- W lutym: Puchar Polski w Sosnowcu – 2. miejsce po finale z Energą Treflem Sopot.
- Play-off: wygrana seria z Kingiem, potem zwycięstwo nad Arką Gdynia.
- Finał Orlen Basket Liga: 7 meczów z Legią, zakończonych srebrnym medalem.
CRS pełne po brzegi i temat, który wraca: europejskie puchary
Frekwencja okazała się jednym z największych zwycięstw sezonu. Trener Zastalu mówił o marzeniu, by hala CRS regularnie się zapełniała – w play-offach komplety stały się normą, a bilety na finały znikały błyskawicznie. Na tle tego, co działo się w Warszawie, Zielona Góra mogła dodatkowo podkreślać znaczenie własnego obiektu.
W finale wiele dyskusji wywołała kwestia hali, w której na co dzień gra Legia. Bemowo – jak podkreślano – nie odpowiada standardom nie tylko meczów finałowych, ale nawet realiom Orlen Basket Liga. Jednocześnie to właśnie w Warszawie koszykówka znów mocno wybrzmiała: Legia umocniła pozycję w ekstraklasie i obroniła tytuł, a Dziki dołożyły historyczny brąz. Sportowy rozwój jest widoczny, choć infrastruktura pozostaje problemem.
W Zielonej Górze temat przyszłości jest jasny: sukces wymusza kolejny krok. Coraz głośniej mówi się o powrocie europejskich pucharów do CRS – zwłaszcza że kibice zdążyli zatęsknić za zagranicznymi rywalami. W przeszłości występy w rozgrywkach trzeciego czy czwartego sortu nie zawsze porywały, ale przy obecnej atmosferze o zainteresowanie trudno się martwić.
Młodość, doświadczenie i ludzie z drugiego planu
Oprócz liderów, sezon przyniósł też mocne akcenty związane z rozwojem. Jakub Szumert zaliczył wyraźny skok i kończy przygodę w Polsce z medalem oraz wspomnieniami z Zielonej Góry. Z kolei Miłosz Majewski pokazał, że potrafi błyskawicznie adaptować się do seniorskiej koszykówki i wykorzystywać nawet pojedyncze szanse, co tylko potwierdziło opinię, że Arkadiusz Miłoszewski umie pracować z talentami.
Swoją opowieść dopisał też Krzysztof Sulima. Po przegranym meczu numer pięć w Warszawie mówił, że zespół jeszcze wróci – i słowa dotrzymał. Tamto spotkanie może być wspominane jako niewykorzystana okazja, bo Zastal prowadził prawie pół godziny, a mimo to przegrał. Po siódmym meczu doświadczony zawodnik był jednak jednym z najbardziej przygnębionych: mając 36 lat, wciąż czeka na złoto i zapowiada, że nie odpuści.
Właściciele, prezeska i nowe otwarcia: Uniwersytet i „Zastal Express”
W sezonie wyraźnie wybrzmiały też wątki organizacyjne. Państwo Katarzyna i Waldemar Kaczmarkowie przejęli klub w momencie, gdy był „nad przepaścią”. Nie są obecni w mediach, nie udzielali oficjalnych wywiadów, a pracę wykonują spokojnie – efekty sportowe mogą zaskakiwać nawet ich samych.
W pamięci kibiców zostanie również Katarzyna Marciniak – prezeska, która zna całą nowożytną erę koszykówki spod znaku CRS. Po trafieniu Garrisona w szóstym meczu wbiegła boso na parkiet i przez cały sezon podkreślała rolę kibiców oraz koszykarskiej społeczności.
„Naszym największym zwycięstwem i największą siłą są kibice i cała koszykarska społeczność.”
Katarzyna Marciniak
Ważnym krokiem ma być także sformalizowana w tym roku współpraca z Uniwersytetem – dopiero startuje, ale w Zielonej Górze liczą, że przełoży się na rozwój nie tylko pierwszego zespołu, lecz całego środowiska. A w warstwie kibicowskiej swoje stałe miejsce wywalczył „Zastal Express” – trudno dziś wyobrazić sobie wejście na mecz w CRS bez pociągu i konduktora, którzy budują rytuał spotkań.
Sezon 2025/2026 zakończył się srebrnym medalem i obrazkami, które na długo zostaną w Zielonej Górze: 1,7 sekundy ciszy przed rzutem, eksplozja po „trójce”, komplet trybun, a potem finałowy maraton aż do 21 czerwca. W 80. roku istnienia zielonogórskiej koszykówki Zastal nie tylko wrócił na podium – wrócił także do roli drużyny, z którą miasto chce się utożsamiać.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!