Z Zielonej Góry na światowe ekrany: Green Mountain Pictures kręci filmy od Czarnobyla po Lubuskie
Zielona Góra rzadko pojawia się na mapie miejsc kojarzonych z produkcją filmową. A jednak to właśnie tutaj działa Green Mountain Pictures – niezależna wytwórnia, której filmy trafiają do widzów w Japonii i Niemczech, a także do międzynarodowego obiegu dzięki Amazon Prime Video. Z zespołem najmocniej związani są reżyser Amadeusz Kocan oraz Bartosz Wabno, odpowiadający za efekty komputerowe i techniczną stronę produkcji.
Ich historia jest nietypowa: żaden z nich nie kończył szkoły filmowej. Warsztat budowali od nastoletnich, amatorskich prób, metodą kolejnych podejść i poprawek. Dziś nazwę Green Mountain Pictures można znaleźć w programach międzynarodowych festiwali, ale droga do tego momentu zaczęła się daleko od czerwonych dywanów i wielkich budżetów.
Od amatorskich prób do ekipy złożonej z fachowców
Green Mountain Pictures działa w formule zwartego, kilkuosobowego rdzenia, który przy większych realizacjach powiększa się o współpracowników z zewnątrz. Kocan skupia się przede wszystkim na reżyserii i rozwijaniu projektów, a Wabno – na postprodukcji, efektach oraz zapleczu technicznym. W stałym składzie pojawiają się m.in. operator, dźwiękowiec, kostiumograf, kompozytor i specjalista od pirotechniki.
- Amadeusz Kocan – reżyser i osoba odpowiedzialna za rozwój projektów
- Bartosz Wabno – efekty komputerowe i kwestia techniczna produkcji
- Rdzeń zespołu – m.in. operator, dźwiękowiec, kostiumograf, kompozytor, pirotechnik
Wabno swoje umiejętności rozwijał samodzielnie: od amatorskich filmów, przez pracę przy fanowskiej produkcji wiedźmińskiej „Pół Wieku Poezji Później”, aż po współpracę z twórcami związanymi z warszawską szkołą filmową. Od kilku lat regularnie przygotowuje także animacje i materiały dla kabaretów Polsatu. Obaj twórcy podkreślają przy tym, że dobrym punktem startu dla filmowca jest dokument – bo uczy odpowiedzialności za całość procesu i kontaktu z bohaterem.
Musisz ogarniać wszystko sam. Nagrać dźwięk, obraz, wyreżyserować. Być trochę niewidzialnym. Poznać człowieka, poczekać aż się otworzy i wybrać ten moment, kiedy wiesz, że powiedział prawdę, a nie coś pod kamerę.
Amadeusz Kocan
Czarnobyl jako punkt zwrotny: wyjazd w 2016 roku i ludzie, którzy wrócili
Najsilniejszym doświadczeniem, które ukształtowało ich filmową wrażliwość, okazał się Czarnobyl. Pierwszy wyjazd do elektrowni odbył się w 2016 roku, gdy Kocan szukał plenerów do swojego pierwszego pełnometrażowego filmu. Wtedy też poznał Krystiana Machnika z Napromieniowani.pl, organizatora akcji humanitarnej dla dawnych mieszkańców strefy zamkniętej. Jak mówią filmowcy, od tego spotkania wszystko nabrało tempa – kolejne wyjazdy przestały być wyłącznie filmową wyprawą.
W strefie czarnobylskiej żyją nie tylko wspomnienia katastrofy z 1986 roku. Są tam także ludzie – tzw. samosioły – którzy po wysiedleniu wrócili do dawnych domów. Twórcy zwracają uwagę na przyczyny: utratę ziemi, gospodarstw i poczucie, że w zamian proponowano im życie w trudnych, ciasnych warunkach w miastach.
Bo zabrano im ziemię, gospodarstwa i domy, a w zamian często oferowano niewielkie mieszkania lub pojedyncze pokoje.
Bartosz Wabno
Doświadczenia rozmówców były dramatyczne. Kocan opowiada o obietnicy krótkiego wyjazdu, która dla wielu okazała się końcem dawnego życia. Wspomina też powroty do splądrowanych domów i kolejne próby wyrzucania mieszkańców, po których ci ponownie wracali – aż do dziś.
Powiedziano im, że wyjadą na trzy dni. Okazało się, że na zawsze.
Amadeusz Kocan
W jednej z odwiedzanych wsi – nazywanej przez ekipę „stolicą”, bo jest najbardziej zaludnionym miejscem w okolicy – mieszka siedem osób. Jedna z mieszkanek ma ponad 100 lat, a sklep obwoźny dociera tam raz w miesiącu. Filmowcy zapamiętali też obraz zimy: informacja o ich przyjeździe rozeszła się pocztą pantoflową, a następnego dnia – przy minus dwudziestu czterech stopniach i śniegu po kolana – kilka kilometrów drogi zostało odśnieżone, by mogli bezpiecznie dojechać.
Są po prostu niebywale wytrwali.
Bartosz Wabno
Jak przyznaje Kocan, powtarzające się wyjazdy zmieniły jego spojrzenie na codzienność i hierarchię spraw. Z kolei Wabno podkreśla, że obserwacja życia w strefie każe inaczej patrzeć na własne zasoby. Z tych doświadczeń narodziła się wrażliwość, która przenika także do fabuł – nawet wtedy, gdy twórcy sięgają po kino gatunkowe.
Człowiek przestaje się przejmować pierdołami.
Amadeusz Kocan
„Droga donikąd” i festiwale: Los Angeles, Essen, a także Amazon Prime Video
Najgłośniejszą produkcją ostatnich lat stała się postapokaliptyczna „Droga donikąd”. To opowieść osadzona w świecie, w którym wydarzenia związane z Czarnobylem prowadzą do katastrofalnej wojny między Rosją a Chinami. Film był pokazywany podczas Festiwalu Filmów Polskich w Los Angeles – największego przeglądu polskiego kina poza granicami kraju, na którym wcześniej prezentowali się m.in. Wojciech Smarzowski i Paweł Pawlikowski. Ekipa z Zielonej Góry wróciła stamtąd z główną nagrodą w kategorii filmów niezależnych.
Green Mountain Pictures pojawili się również na festiwalu Snowdance w niemieckim Essen. Dla niezależnych twórców już sama selekcja bywa kluczowym progiem, a możliwość zobaczenia widzów kupujących bilet na własny film – jak przyznają – nadal robi wrażenie.
Wcześniej dokument „Czarnobyl: Ludzie ze stali” zdobył uznanie publiczności podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Z kolei „Ostatni samotnik” trafił do japońskiej dystrybucji, otrzymał pełny dubbing i był emitowany w tamtejszych telewizjach oraz serwisach streamingowych. Dziś wszystkie najważniejsze produkcje wytwórni można obejrzeć na Amazon Prime Video. Co istotne, „Droga donikąd” znalazła się nawet w ścisłej czołówce najpopularniejszych filmów na polskim Amazonie, konkurując o uwagę z tytułami o wielokrotnie większych budżetach.
Humanitarny wymiar pracy i dokument z czasu wojny
Filmowa działalność nie oddzieliła się u nich od zaangażowania społecznego. Współpraca i relacje nawiązane dzięki Napromieniowani.pl przerodziły się w długofalową aktywność humanitarną. Dwa miesiące temu Kocan wrócił z kolejnego wyjazdu – tym razem z nagraniami dokumentalnymi z czasu wojny. Jak relacjonują twórcy, na terenach strefy zamkniętej stoją dziś wojska, a starsze kobiety, które przeżyły drugą wojnę światową i wybuch reaktora, mówią, że to dla nich „trzeci koniec świata”.
Powstaje pełnometrażowy dokument o Ukrainie w czasie wojny, zrealizowany podczas kilku wypraw do strefy czarnobylskiej po rosyjskiej inwazji. Zebrano już ponad 200 godzin materiału, a muzykę tworzy zielonogórski kompozytor Zbigniew Tyc. Teraz kluczowym zadaniem jest znalezienie finansowania, które pozwoli uporządkować i zamknąć tę historię w filmowej formie.
Dlaczego o Zielonej Górze głośniej za granicą niż w regionie
Twórcy mówią wprost także o realiach współczesnej branży. Ich zdaniem duże studia chętniej lokują środki w franczyzach, bo to bezpieczniejsze finansowo. Podobne mechanizmy – jak wskazują – widać również w Polsce, co sprawia, że niezależne ekipy przez lata finansują projekty z własnej kieszeni, zanim uda się znaleźć partnerów.
Wytwórnie nie chcą już ryzykować. Przy dużych produkcjach, zwłaszcza na Zachodzie, po prostu w tabelkach się musi wszystko zgadzać.
Bartosz Wabno
Kiedy pojawia się ktoś z pieniędzmi, często chce zrobić swój film, a nie film artysty, który ma własny pomysł. Nie ma kultury zaufania do twórcy.
Amadeusz Kocan
Na tym tle szczególnie mocno wybrzmiewa kontrast: o Green Mountain Pictures pisały ogólnopolskie media, zapraszały ich telewizje, a nagrody przywieźli m.in. z Los Angeles. Tymczasem w województwie lubuskim przez lata pozostawali na marginesie lokalnej uwagi. Ich filmy nie zostały zakwalifikowane na Lubuskie Lato Filmowe ani na Solanin Film Festiwal. Od organizatorów jednej z imprez usłyszeli, że dostępne są produkcje „lepszej jakości”. Sami twórcy przyznają, że mieli poczucie, iż im dalej od Zielonej Góry, tym łatwiej było o zainteresowanie ich pracą.
Co dalej: dwa projekty, w tym gangsterska fabuła z Lubuskiego
W planach są dwa kierunki działań. Pierwszy to wspomniany dokument z Ukrainy czasu wojny – wymagający montażu i produkcyjnego domknięcia. Drugi projekt ma przenieść punkt ciężkości zdecydowanie bliżej domu: to gangsterska fabuła osadzona w Zielonej Górze i szerzej w Lubuskiem.
Twórcy rozważają klimat lat 90., choć nie wykluczają też bardziej umownego czasu akcji. W centrum mają być bohaterowie i atmosfera miejsca, a nie monumentalne „mafijne dynastie”. Zamiast tego planowana jest forma bliższa „Pulp Fiction” – surowa, kameralna, oparta na postaciach i lokalnej historii, z kamerą „idącą” za bohaterami i niemal dokumentalnym sposobem opowiadania.
Po Czarnobylu, wojnie i postapokaliptycznych wizjach, w ich kolejce stoi teraz Zielona Góra – jako tło dla fabuły, ale też jako punkt wyjścia do rozmowy o tym, jak daleko może dojść kilkuosobowa ekipa, która zaczynała bez filmowych dyplomów, za to z uporem i konsekwencją.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!