Zielona Góra tnie rzadziej: trawniki zamieniają się w łąki, a koszenie ma nowe zasady
Widok zieleni w Zielonej Górze zmienia się na oczach mieszkańców: tam, gdzie przez lata dominował niski, równy trawnik, coraz częściej rosną wyższe kępy traw i kwitnące rośliny. To nie efekt „niekoszenia” ani chwilowej mody, ale element nowej strategii utrzymania zieleni w mieście, którą wymuszają niedobory wody i coraz wyższe temperatury. Zielona Góra po raz pierwszy wdraża rozwiązanie, które od dawna testują europejskie metropolie.
Zmiana ma także swój kontekst personalny. Gdy w lipcu ub. r. Monika Drozdek obejmowała stanowisko miejskiego ogrodnika, temat koszenia rozpalał dyskusje i dzielił mieszkańców na tych, którzy stawiają na „porządek i estetykę”, oraz tych, którzy bronią bioróżnorodności. Po blisko 12 miesiącach miasto ma już przyjętą strategię, a służby utrzymania zieleni pracują według nowych zasad.
Susza i upał zmieniają reguły gry
Rośliny w mieście pełnią znacznie więcej funkcji niż tylko dekoracyjną. Od źdźbła trawy po okazałe drzewa – zieleń pomaga oczyszczać powietrze, zatrzymuje wilgoć, daje cień i realnie obniża temperaturę odczuwalną na ulicach i placach. W czasach, gdy średnie temperatury rosną, a opady rozkładają się inaczej niż dawniej, znaczenie zieleni staje się kluczowe. W Zielonej Górze problem jest odczuwalny już na początku sezonu.
Już na początku czerwca br. zieleń w mieście wyglądała, jakbyśmy mieli sierpień. Jeżeli ocieplenie nadal będzie tak postępowało, to za 50 lat większość dni roku upłynie w temperaturze powyżej 20 stopni
Monika Drozdek, miejski ogrodnik
O tym, że miasta będą musiały „wcisnąć” rośliny także tam, gdzie dotąd wydawało się to niemożliwe, mówi też Marek Grześkowiak, inspektor w dziale utrzymania zieleni w ZGK. Wskazuje przykład Wrocławia, który zdecydował się na działania w ścisłym centrum.
Dlatego dziś przewrotnie mówi się o koncepcji, aby wprowadzać zieleń w miastach nie tylko tam, gdzie to jest możliwe, ale wszędzie tam, gdzie to jest niemożliwe. Wrocław już zdecydował się na operację posadzenia 120 drzew w samym rynku. Jedyne bowiem, co może miasto schłodzić, to rośliny
Marek Grześkowiak, inspektor w dziale utrzymania zieleni w ZGK
Zanim w Zielonej Górze ruszy fala nowych nasadzeń krzewów – co, jak zapowiadano, władze miasta właśnie autoryzują – mieszkańcy najłatwiej zauważą korektę w tym, jak i gdzie prowadzone jest koszenie.
Nowe koszenie w praktyce: gdzie krótko, a gdzie „na łąkę”
Założenia są proste, ale ich realizacja wymaga precyzyjnego planowania – bo w grę wchodzi i estetyka, i bezpieczeństwo, i potrzeby przyrody. Zmiana sprowadza się do dwóch nadrzędnych reguł: koszenie ma być celowane i przesunięte w czasie tak, by rośliny zdążyły zakwitnąć oraz wydać nasiona. Oznacza to również zmianę spojrzenia: te same przestrzenie, które wcześniej nazywano „trawnikami”, w wielu miejscach zaczynają pełnić rolę miejskich łąk.
- Cięcie odbywa się tam, gdzie jest potrzebne – w zależności od funkcji i układu przestrzeni.
- Koszenie jest planowane po kwitnieniu i wysianiu – tak, by rośliny mogły się odnowić, a środowisko było stabilniejsze.
- Miejska zieleń jest różnicowana – w wielu miejscach pojawiają się strefy o różnej wysokości roślin.
Dla osób, które nie wyobrażają sobie reprezentacyjnych punktów miasta bez „dywanowej” murawy, są konkretne zapewnienia: regularnie nawadniana i koszona zieleń ma pozostać w miejscach najbardziej eksponowanych, m.in. na Placu Słowiańskim.
Jednocześnie ZGK wprowadza rozwiązanie, które widać już przy ciągach komunikacyjnych. Przy chodnikach i krawężnikach regularnie wykaszane są pasy zieleni – to ma służyć zarówno estetyce, jak i ograniczeniu ryzyka kontaktu z kleszczami. Im dalej od chodników, tym koszenie jest rzadsze: w wielu miejscach przewidziano je dwa razy w roku.
Jeśli jednak mamy do czynienia z przestrzenią relatywnie wąską, gdzie wybujała zieleń pośrodku wyglądałaby dziwnie i niewiele dawała, tam kosimy całkowicie, bez paskowania. Odstępstwom od reguły podlegają punkty, których zarośnięcie mogłoby ograniczać widoczność, a wraz z tym bezpieczeństwo pieszych, rowerzystów czy też kierowców
Marek Grześkowiak, inspektor w dziale utrzymania zieleni w ZGK
Parki i zieleńce: koszenia strefowe i miejsce dla różnych gustów
Inne zasady obowiązują w parkach i zieleńcach. Tam miasto stawia na tzw. koszenia strefowe, czyli pozostawianie fragmentów o różnej wysokości roślinności. Jak podkreśla Monika Drozdek, to jednocześnie sposób na wsparcie bioróżnorodności i retencjonowanie wody, ale też próba pogodzenia oczekiwań mieszkańców, którzy różnie oceniają „dzikszą” zieleń.
Inaczej traktujemy parki i zieleńce. Tam wprowadzamy koszenia strefowe. Np. przy ul. Partyzantów na Placu Praw Kobiet są miejsca, gdzie w jednej części parku mamy trawę niską, w kolejnej średnią, a w trzeciej wyrośniętą. Z jednej strony robimy to dla zachowania bioróżnorodności i retencjonowania wody, z drugiej zaś, aby każdy mógł znaleźć coś, co mu się podoba
Monika Drozdek, miejski ogrodnik
Nowe podejście to nie tylko „mniej koszenia”, ale też inne gospodarowanie tym, co już zostało skoszone. ZGK wykorzystuje skoszoną trawę do ściółkowania drzew i krzewów. Podobnie wykorzystywane są zrębki choinek – a urzędnicy podkreślają w tym miejscu wkład mieszkańców w zbiórkę drzewek. Taka warstwa ściółki ma chronić rośliny przed przesychaniem, co w warunkach permanentnej suszy staje się jednym z kluczowych działań pielęgnacyjnych.
Bez monokultur: stabilniejsze środowisko także dla ludzi
W miejskiej strategii ważne jest również odejście od monokultur. Jak argumentuje Monika Drozdek, im bardziej różnorodne jest środowisko, tym lepiej „samoregulują” się zależności w przyrodzie. Nadmierne upraszczanie składu roślin i zbyt intensywne wykaszanie może przerywać łańcuchy przyrodnicze, co w konsekwencji bywa odczuwalne dla mieszkańców – choćby w postaci problemów z owadami czy chorobami roślin.
W żadnym z miejsc pod naszą pieczą nie doprowadzamy też do monokultur. Celem jest wzbogacanie miejskiej przyrody, wtedy środowisko staje się bardziej stabilne. Kiedy natomiast człowiek zaczyna nadmiernie regulować liczbę zwierząt, owadów czy po prostu wykasza wszystko, wtedy przerywa łańcuchy przyrodnicze, co później skutkuje np. inwazją komarów albo wysypem gąsienic na wszystkich bukszpanach. Im bardziej środowisko miejskie jest stabilne, tym lepiej dla miasta
Monika Drozdek, autorka książki „Zielona Zielona Góra”
Władze miasta i ZGK przekonują, że Zielona Góra korzysta z doświadczeń samorządów, które wcześniej przeszły podobną zmianę. W praktyce oznacza to więcej łąk w przestrzeni publicznej, rzadsze koszenia w oddaleniu od chodników, utrzymanie „klasycznych” trawników tam, gdzie pełnią funkcję reprezentacyjną, a także strefowanie w parkach – tak jak przy ul. Partyzantów na Placu Praw Kobiet. Po niemal roku od objęcia funkcji przez miejskiego ogrodnika strategia weszła w życie, a mieszkańcy mogą ją obserwować każdego dnia, idąc do pracy, na spacer czy do parku.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!