Wtorek, 23 czerwca 2026
Imieniny: Wanda, Zenon, Józef

Ostatni spacer po amfiteatrze przy Festiwalowej. Zielona Góra żegna legendę przed przebudową

To była niedziela, w której można było zrobić coś, co za chwilę stanie się niemożliwe: wejść na widownię zielonogórskiego amfiteatru po raz ostatni w jego dotychczasowej formie, usiąść na wysłużonej ławce, a nawet zatańczyć na scenie. Zanim na ul. Festiwalową wjedzie ciężki sprzęt i ruszy zapowiadana wielka przebudowa, Zielonogórski Ośrodek Kultury zorganizował pożegnanie jednego z najbardziej rozpoznawalnych obiektów w mieście.

Wydarzenie, nazwane „To ostatnia niedziela” (nawiązaniem do piosenki Mieczysława Fogga), ściągnęło co najmniej kilkuset mieszkańców. Przyszli ci, którzy mają z tym miejscem dziesiątki wspomnień, ale też osoby, które dopiero teraz postanowiły zobaczyć amfiteatr od środka.

Obiekt z 1973 r. i historia wpisana w Festiwalową

Zielonogórski amfiteatr powstał w 1973 r. w miejscu niewielkiego, przedwojennego amfiteatru leśnego. Budowę podporządkowano potrzebom Festiwalu Piosenki Radzieckiej, który przez lata kojarzył się z ul. Festiwalową równie mocno jak samo charakterystyczne ukształtowanie widowni. Teraz obiekt czeka nowe otwarcie - ma wrócić w odświeżonej formule, z zadaszeniem.

Podczas pożegnania nie zabrakło elementów przypominających, jak szerokie było spektrum wydarzeń organizowanych tu przez ostatnie pięć dekad. Na wielkim ekranie ustawionym na scenie wyświetlano archiwalne nagrania z występów z minionych 50 lat - od koncertów gwiazd (wśród nich pojawił się m.in. Czesław Niemen), po mniej znane prezentacje, jak przeglądy twórczości dziecięcej.

Pocztówki, księga wspomnień i… deski z widowni

Zielonogórski Ośrodek Kultury przygotował także pamiątkowe pocztówki - w sześciu wariantach. Można je było zabrać do domu i ostemplować okolicznościowym stemplem. Ci, którzy chcieli zostawić po sobie ślad, wpisywali wspomnienia do księgi pamiątkowej wystawionej na miejscu.

Największe zainteresowanie wzbudziła jednak zapowiedź, że mieszkańcy będą mogli zachować dosłowny fragment amfiteatru. Grubo ponad 100 osób wypełniło formularz, by zapisać się na deskę z widowni, a kolejne zgłoszenia napływały również drogą mailową. Najlepiej zachowane elementy mają zostać pocięte na odcinki długości około 30 centymetrów i przekazane mieszkańcom.

Skontaktujemy się z każdym, kto się do nas zgłosił.

Agata Miedzińska, dyrektorka ZOK-u

W ramach niedzielnych atrakcji pojawiła się też fotobudka 360 stopni, w której można było nagrać krótkie filmiki i zrobić zdjęcia z tabliczkami z hasłami nawiązującymi do amfiteatru. Swoje stoisko miał również Muzeum PRL-u z zielonogórskiego Zatonia - z saturatorem. Na miejscu można było trafić także na rzemieślnicze lody.

Jedni przyszli z sentymentu, inni po raz pierwszy

Na widowni mieszały się pokolenia i historie. Część osób przyszła „zamknąć” ważny rozdział, inni pojawili się z czystej ciekawości. Wśród tych, którzy odwiedzili amfiteatr po raz pierwszy, byli państwo Katarzyna i Jewgienij, mieszkający w Zielonej Górze od trzech i pół roku. Na pożegnanie zabrali córkę.

Chcieliśmy zobaczyć, jak wygląda amfiteatr. Dowiedzieliśmy się z internetu, że dzisiaj jest ostatni dzień przed remontem.

Jewgienij, mieszkaniec Zielonej Góry

Miejsce ładne, ale trochę zaniedbane. Dobrze, że będzie remont. Chcielibyśmy tu przychodzić, jeśli będą ciekawe koncerty. Jeszcze nie znamy wielu polskich artystów, ale jak będzie coś ciekawego, to chętnie przyjdziemy.

Katarzyna, mieszkanka Zielonej Góry

Z kolei trzy Zielonogórzanki - panie Aneta, Żaneta i Marta - potraktowały niedzielę jak powrót do dawnych lat. Wspominały czasy, gdy nie zawsze udawało się wejść na wydarzenia, więc część osób słuchała koncertów zza ogrodzenia albo z balkonów sąsiedniego wieżowca.

Przyszłyśmy z sentymentu, ze względu na stare czasy. Często oglądałam występy zza ogrodzenia. Najbardziej zapamiętałam ludzi, którzy stali na balkonach w wieżowcu obok i wszystko słyszeli. Fajnie mieli, zazdrościłam im.

Aneta, mieszkanka Zielonej Góry

Pani Aneta jako jedno z najmocniejszych wspomnień przywołała koncert Edyty Górniak z czasów szkoły średniej, gdy miała 17 lat i na teren imprezy pomógł jej wejść znajomy pracujący w ochronie. Pani Żaneta mówiła, że chętnie wybierała kabarety - ostatnim wspominanym przez nią wydarzeniem była Neonówka. Pani Marta wróciła myślami do przedstawienia teatralnego sprzed kilku lat, zrealizowanego w ramach Lata Muz Wszelakich, gdy publiczność siedziała na krzesełkach ustawionych na scenie.

Wszystkie trzy zapisały się po pamiątkową deskę z widowni.

Będą jak fragmenty z Muru Berlińskiego!

Aneta, mieszkanka Zielonej Góry

Podkreślały też, że podobają im się plany przebudowy obiektu i że Zielona Góra ma szansę dołączyć do miast z nowocześniejszymi amfiteatrami.

Koncerty, telewizja i wspomnienia z Czerwonymi Gitarami

Na ul. Festiwalowej pojawili się również państwo Wanda i Tadeusz. Jak mówią, przyszli po prostu zobaczyć amfiteatr jeszcze w starej odsłonie. Bywali tu wielokrotnie - tak często, że nie próbują już liczyć koncertów i imprez, które zapamiętali. Kiedy nie mogli przyjść, wracali do festiwalowych emocji przed telewizorem.

Po remoncie będzie fajnie.

Wanda i Tadeusz, mieszkańcy Zielonej Góry

Wśród najbardziej wyrazistych wspomnień pan Tadeusz wymienił koncert Czerwonych Gitar, a w rozmowach przewijały się też kabarety i festiwalowe transmisje, które przez lata tworzyły charakter tego miejsca.

Pożegnanie przy Festiwalowej miało w sobie coś z miejskiego rytuału: ostatnie zdjęcia, szybkie rozmowy, krótkie wejście na scenę i spojrzenie na widownię, która przez dekady była tłem dla koncertów, festiwali i wydarzeń dla dzieci. Teraz amfiteatr czeka zmiana, a mieszkańcom pozostają wspomnienia - i dla wielu z nich także realny, 30-centymetrowy fragment deski, który ma przypomnieć, jak wyglądał ten obiekt przed przebudową.

Źródło: zobacz oryginał
Udostępnij:
AJ

Anna Jurewicz

Pisze o kulturze i ludziach Zielonej Góry; szuka historii, które budują wspólnotę i pokazują lokalną tożsamość.

Więcej artykułów →

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!