Jak młody dyrygent i seniorki przywrócili do życia chór „Moderato”
Po pandemicznym załamaniu chór „Moderato” nie tylko przetrwał, ale wrócił do regularnej pracy i dziś skupia już 40 pasjonatek i pasjonatów śpiewu. Za tą odbudową stoi determinacja dwóch kobiet, wsparcie młodego dyrygenta oraz przekonanie, że wspólne śpiewanie potrafi dawać energię lepiej niż niejeden odpoczynek.
Od garstki wiernych do pełnej sali
„Moderato” działa przy Zielonogórskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku i od lat jest miejscem, w którym spotykają się osoby z różnych środowisk, ale z podobną potrzebą muzycznej aktywności. Zespół próbuje raz w tygodniu przez półtorej godziny, a sala, w której pracuje, od dawna okazuje się za mała na rosnący skład.
W najlepszych momentach chór występował przed publicznością w Filharmonii Zielonogórskiej, Planetarium Wenus, sali im. Janusza Koniusza w Bibliotece Norwida, a także na rynkach miast, w parkach i podczas wyjazdów do Gorzowa oraz za granicę - do Niemiec, Litwy i Ukrainy. Mimo że to amatorzy, chór potrafił wypełniać widownię i zbierać owacje.
Śmierć dyrygenta i walka o przetrwanie
Historia zespołu zaczęła się w 1999 roku, gdy założyła go Janina Nowak. Potem pałeczkę dyrygenta przejmowali kolejno Daniel Grupa i Bernard Grupa, który przez wiele lat był związany z chórem i - jak podkreślają jego członkowie - oddał mu serce, pasję i dużą część życia. Po jego odejściu zespół przeżył bardzo trudny czas.
Najmocniej uderzyła pandemia, a wraz z nią śmierć dyrygenta. Z dawniej licznego składu została garstka, a na próbach pojawiało się czasem tylko 12 najbardziej wytrwałych osób. Właśnie wtedy Teresa Tropak i Joanna Lorens zaczęły szukać sposobu na uratowanie chóru.
– Wszystkie płakałyśmy po Benku, ale żal wywoływała też świadomość, że całe przedsięwzięcie zmierza ku upadkowi. Dlatego wspólnie z Jolą postanowiłyśmy ratować sytuację.
Teresa Tropak, solistka chóru „Moderato”
Joanna Lorens, pochodząca z centralnej Polski kierowniczka zespołu, wcześniej przez lata śpiewała jedynie okazjonalnie. Z wykształcenia jest chemiczką, do Zielonej Góry przyjechała po studiach do pracy w PGNiG, a z czasem została tu na stałe. Do chóru trafiła za pośrednictwem koleżanki, jeszcze w czasie pracy zawodowej, jako najmłodsza w niemal 50-osobowym składzie.
Jakub Gościniak i nowy rozdział dla zespołu
Przełom nastąpił, gdy udało się dotrzeć do Jakuba Gościniaka. 33-letni pianista zgodził się prowadzić „Moderato” w czasie, gdy pandemia ograniczała możliwości pracy wielu muzyków i sam szukał zatrudnienia. Chóralistyka nie była głównym nurtem jego działalności, ale miał już solidne przygotowanie z pierwszych studiów.
Nowy dyrygent od początku zobaczył w zespole coś więcej niż tylko grupę osób szukających rozrywki. Docenił ich konsekwencję, gotowość do pracy i fakt, że dla wielu śpiewanie było ważnym elementem codziennego życia. Z czasem frekwencja rosła, aż chór wrócił do obecnego stanu liczącego 40 osób.
– Dostrzegłem u pań determinację. Od razu z grubsza wiedziałem, w co wchodzę. Im zależało na czymś o wiele ważniejszym niż pomysł na spędzanie wolnego czasu.
Jakub Gościniak, dyrygent chóru „Moderato”
Z kolei Teresa Tropak i Joanna Lorens podkreślają, że nowy prowadzący zyskał w zespole ogromną sympatię. Według nich potrafi nie tylko uczyć i wymagać, ale też wspierać w pracy nad trudniejszym repertuarem, a nawet zapraszać chórzystów do swojego domu.
Amatorki bez nut i repertuar bez łatwizny
W „Moderato” śpiewają osoby w wieku od 63 do 83 lat. W całym składzie tylko dwie osoby czytają nuty, ale nie przeszkadza to zespołowi w pracy nad ambitnym repertuarem. Chór nie wybiera najłatwiejszej drogi i nie ogranicza się do prostych pieśni biesiadnych.
Występy zespołu są często zaskoczeniem dla publiczności, bo mimo amatorskiego charakteru wykonawcy dbają o podziały na głosy i szczegóły brzmienia. Jednym z przykładów był czerwcowy program „Śpiewamy Krawczyka”, który tylko pozornie wydawał się lżejszym materiałem.
– Krawczyka miło się słucha, ale wyciąganie wszystkich niuansów wymaga ćwiczeń.
członkowie chóru „Moderato”
Chórzyści spotykają się także poza oficjalnymi próbami - w mniejszych grupach, w domach, na działkach oraz podczas kilkudniowych warsztatów wokalnych. Jak mówią, śpiew to dla nich sposób na odetchnienie po tygodniu trosk, stresów i zwykłych życiowych obowiązków.
Ważny głos dla Zielonej Góry
Przypadek „Moderato” pokazuje, jak duże znaczenie ma w mieście działalność oddolna, oparta na pasji i wzajemnym wsparciu. To nie tylko zespół artystyczny, ale też środowisko społeczne, które łączy ludzi różnych zawodów i życiorysów wokół wspólnego celu.
W realiach starzejącego się społeczeństwa i coraz częstszej samotności takie inicjatywy budują więzi, dają regularny kontakt z kulturą i pozwalają pozostawać aktywnym. Dla Zielonej Góry „Moderato” jest więc nie tylko chórem, lecz także przykładem tego, jak można odbudować wspólnotę po kryzysie.
Co dalej z chórem „Moderato”
W zespole panuje przekonanie, że odbudowana frekwencja i dobra atmosfera to dopiero początek nowego etapu. Chór nadal ma przed sobą kolejne występy, pracę nad repertuarem i wakacyjne spotkania integracyjne w ogrodzie Jakuba Gościniaka, które stały się już tradycją.
Jak podsumowuje dyrygent, najpierw trzeba było odbudować liczebność zespołu, a dopiero potem można było myśleć o dalszym rozwoju artystycznym. Historia „Moderato” pokazuje jednak, że przy konsekwencji i zaangażowaniu nawet bardzo trudny kryzys może zamienić się w nowy początek.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!